Alimentacyjne długi rozlewają się po miastach. Najwięcej niesolidnych rodziców w stolicy, najwyższe zaległości na osobę w Elblągu

Geografia niealimentacji w Polsce ma dwa oblicza. Duże miasta skupiają najwięcej dłużników, ale rekordy średniego zadłużenia padają poza metropoliami. Jak pokazują najnowsze dane BIG InfoMonitor, na koniec czerwca br. łączny dług alimentacyjny w Polsce przekroczył 16,8 mld zł. Problem niepłacenia na dzieci dotyka przede wszystkim największych aglomeracji. Liderem zestawienia, jeśli chodzi o liczbę dłużników jest Warszawa – 8 tys. osób, jednak pod względem średniej kwoty długu na osobę niechlubne podium zajmuje Elbląg – to ponad 82 tys. zł.

 Kluczowe dane:

  • Ponad 16,8 mld zł – tyle na koniec czerwca 2026 roku wyniosły zobowiązania alimentacyjne widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor;
  • Liderzy zadłużenia: Warszawa, Łódź i Kraków to miasta z największą liczbą dłużników oraz najwyższymi kwotami zaległości – wynoszą one kolejno około 507 mln zł, 367 mln zł i 280,5 mln zł;
  • Rekordowy Elbląg – tam odnotowano najwyższą średnią zaległość alimentacyjną na osobę – 82 tys. zł. To ponad 37 proc. więcej niż wynosi średnia krajowa – 60,1 tys. zł.

 Wakacje obnażają problem nie alimentacji

Sezon wakacyjny to okres, w którym skutki niepłacenia alimentów stają się szczególnie dotkliwe. Letni wypoczynek, półkolonie, obozy, wyjazdy czy nawet codzienne atrakcje dla dzieci wymagają dodatkowych środków finansowych. Wyjazd na tygodniowy obóz czy kolonię to dziś wydatek rzędu od 2 do nawet 4 tys. zł. Gdy jeden z rodziców uchyla się od obowiązku alimentacyjnego, cały ciężar organizacji wakacji spada na drugiego rodzica. W efekcie dzieci częściej są pozbawione wyjazdów czy uczestnictwa w letnich aktywnościach, które dla ich rówieśników są czymś naturalnym.

Tymczasem na koniec czerwca 2026 w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor widniało 279 819 osób z zaległościami alimentacyjnymi na kwotę ponad 16,8 mld zł. Choć od czerwca ubiegłego roku sytuacja nieznacznie się poprawiła – kwota zaległości alimentacyjnych zmniejszyła się o ponad 24,4 mln zł i ubyło dłużników o 10 672 osób – to rośnie średnia kwota zadłużenia na jednego rodzica. Dziś wynosi ona ponad 60 tys. zł, czyli o 2 124 zł więcej niż przed rokiem. Mężczyźni nadal stanowią większość niepłacących rodziców – to aż 96 proc. dłużników alimentacyjnych.

 – Warto zaznaczyć, że ogólnopolski spadek liczby dłużników nie oznacza rozwiązania problemu. Skala zaległości jest wciąż ogromna, a liczby, które widnieją w naszej bazie to tylko wierzchołek góry lodowej. Z drugiej strony, niepłacenie alimentów jest coraz częściej postrzegane nie tylko jako problem prawny, ale także moralny i społeczny, co może mieć pozytywny wpływ na zachowania części zobowiązanych. W naszym raporcie o kulturze finansowej Polaków, to właśnie uchylanie się od płacenia alimentów najrzadziej usprawiedliwiano, choć wskaźnik przyzwolenia na poziomie 11 proc. to wciąż zdecydowanie za dużo. Ostatecznie jednak to zawsze dzieci są najbardziej poszkodowane. Niepłacenie alimentów to nie tylko brak pieniędzy na podstawowe potrzeby. W okresie wakacyjnym dzieci tracą również szansę na wypoczynek, rozwój zainteresowań i udział w letnich atrakcjach. To właśnie wtedy konsekwencje niealimentacji stają się najbardziej odczuwalne – komentuje Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

W największych metropoliach problem ma charakter masowy

Na poziomie wojewódzkim zaległości alimentacyjne dominują na Mazowszu (32,3 tys. dłużników i 2,1 mld zł długu), Śląsku (33,8 tys. dłużników i 1,8 mld zł) oraz Dolnym Śląsku (26,3 tys. dłużników i 1,5 mld zł). Jeśli jednak spojrzymy na skalę długów w samych miastach, na prowadzenie zaraz po stolicy wychodzi Łódź i Kraków.

W największych polskich miastach ogromne kwoty zaległości wynikają przede wszystkim z dużej skali zjawiska. Warszawa zdecydowanie dominuje zarówno pod względem liczby dłużników (7 933 osoby), jak i łącznej kwoty zaległości (506,7 mln zł). Jednocześnie średni dług przypadający na jednego dłużnika wynosi 63,9 tys. zł, czyli jest wyższy od średniej krajowej (60,1 tys. zł), ale nie należy do najwyższych w zestawieniu. Łódź zajmuje drugie miejsce pod względem liczby dłużników (6 042 osoby) i wartości zaległości (366,9 mln zł), jednak średni dług na osobę wynosi 60,7 tys. zł i jest niemal identyczny ze średnią krajową. Kraków ma zdecydowanie mniej dłużników niż Łódź (3 913 osoby), ale średni dług jest tu o ponad 10 tys. zł wyższy. W efekcie na jednego dłużnika przypada aż 71,7 tys. zł zaległości. To plasuje Kraków w ścisłej czołówce najbardziej zadłużonych miast pod względem wartości zobowiązań przypadających na jedną osobę. Na drugim biegunie są Szczecin i Lublin – miasta o najniższym obciążeniu zadłużeniowym.

Za tymi liczbami stoją tysiące dzieci, dla których wakacyjny wyjazd, obóz czy nawet jednodniowa wycieczka pozostają często poza zasięgiem domowego budżetu.

Najwyższe zadłużenie jednostkowe występuje w mniejszych ośrodkach miejskich

Liderem pod względem średniego długu na osobę jest Elbląg, gdzie przeciętny dłużnik alimentacyjny zalega aż 82,3 tys. zł. To aż o 37 proc. więcej niż średnia krajowa. Wysokie średnie zadłużenie odnotowano również w: Kielcach (76,3 tys. zł), Kędzierzynie-Koźlu (76,1 tys. zł) oraz we Włocławku (74,6 tys. zł).

– Wysokie średnie zadłużenie w mniejszych miastach może wynikać z kilku nakładających się czynników kulturowych i społeczno-ekonomicznych – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Pierwszym z nich są niższe dochody i większe bezrobocie. Na terenach wiejskich i małych miast częściej występują niższe zarobki oraz ograniczona liczba miejsc pracy, co utrudnia dłużnikom terminowe regulowanie zobowiązań.  Po drugie praca nierejestrowana. W mniejszych miejscowościach częściej spotyka się pracę „na czarno” lub sezonową. Utrudnia to komornikom skuteczną egzekucję alimentów, ponieważ oficjalne dochody są niskie lub nie istnieją. Po trzecie mniejsza mobilność zawodowa ogranicza szansę na znalezienie lepiej płatnego zajęcia. W dużych miastach dostęp do rynku pracy jest lepszy niż na wsi i małych miastach. Łatwiej znaleźć zatrudnienie pozwalające na regularne opłacanie alimentów. Po czwarte długotrwałe narastanie zadłużenia. Jeśli alimenty nie są płacone przez wiele lat, dług stale rośnie o kolejne raty i odsetki. W miejscowościach o słabszej sytuacji ekonomicznej takie zadłużenie może narastać szybciej.  Ponadto w niektórych regionach obserwuje się większą skalę migracji zarobkowej, rozpadów rodzin czy problemów związanych z uzależnieniami, co również może wpływać na poziom zadłużenia alimentacyjnego – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski.

Ranking miejskich dłużników alimentacyjnych

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor (dane na koniec czerwca 2026 r.)